Nadziei nie da się kupić…

Krzysztof Wróbel

Witaj.
Cieszę się, że mogę Cię gościć na moim Blogu.
Mam nadzieję, że to co tutaj zamieściłem było Ci w czymś pomocne.
Jeżeli chcesz, żebym stworzył dla Ciebie stronę internetową, zapraszam na stronę firmową Agencja Kreatywna lub do kontaktu mailowego: krzysztof@epraktycznie.pl

Może Ci się również spodoba

  • Krzysztof Macul

    Od dłuższego czasu zastanawiam się nad Nikiem.
    I dochodzę do wniosku że jego osoba jest amerykańskim produktem medialnym.
    Tak wiem zawistny jestem jak każdy polak!
    Czy jest ktoś kto uważa podobnie jak ja że cała historia Nicka jest lekko wyreżyserowana?
    Czy działając w polskich realiach dał by rady??
    Czy ktoś słyszał o Piotrku Radoniu??
    Pewnie słyszał lecz….

    • Krzychu, dziś chyba wszystko jest przynajmniej lekko wyreżyserowane. Pytanie, czy rozpatrujemy Nicka jako osobę, czy Nicka jako markę.
      Jeśli jako markę, to oczywiście za nim stoi sztab ludzi, którzy nie robią jego eventów bezinteresownie (tak mi się wydaje oczywiście). Niemniej gdyby nie było tego sztabu ludzi, to myślę, że samodzielne umieszczanie materiałów na YouTube nie dałoby możliwości oddziaływania na tak wiele osób, globalnie…
      Jeśli patrzymy na Nicka jako na osobę, to sam przyznasz, że jest jednym z niewielu mówców motywacyjnych, którzy musieli pokonać aż tak wiele barier, żeby być tam, gdzie jest teraz.
      Inna rzecz, nawet jeśli połączymy te dwa punkty widzenia, to kwestia zastanowienia się nad tym, co jest dla niego (oraz ekipy wspierającej) istotniejsze: maksymalizacja zysków czy dotarcie do jak największego grona ludzi z Dobrą Nowiną. Z przesłaniem, że w każdym z nas kryje się ktoś wspaniały, ktoś, kogo samodzielnie musimy odkryć i go pokochać bez względu na okoliczności zewnętrzne.
      Gdyby ekipa (tak nazwijmy firmy wspierające Nicka) była nastawiona na maksymalizację zysków, to ceny biletów na Nicka na pewno nie były by takie jak są (zaczynają się od 130 pln), a raczej byłyby zbliżone do normalnych cen biletów obowiązujących przy spotkaniu z mówcami tego pokroju…
      Nick daje ludziom wiarę w to, że mogą zmienić swoje życie bez konieczności wykorzystywania „najnowszych” strategii zarządzania sobą itp. Jest personalizacją biblijnego twierdzenia: „Dla tego, kto wierzy, wszystko jest możliwe”.
      W słuchaczu budzi takie emocje, które budują przekonanie, że jeśli Nick mógł tyle zrobić, bez rąk, bez nóg, to ja mogę jeszcze więcej, bo mam zarówno nóżki jak i rączki…
      Wzbudzenie w sobie tego przekonania jest w moim odczuciu bezcenne, bo zmienia perspektywę postrzegania rzeczywistości…
      Ale oczywiście to jest moja subiektywna, z którą wcale zgadzać się nie musisz 🙂

      • Krzysztof Macul

        Nie no Nick jako mówca wymiata i nie ma tu co gdybać.
        Chodziło mi wyłącznie o to czego nie widać podczas jego występów.

        • Wydaje mi się, że rozumiem o co ci chodziło. chyba miałeś na myśli całą machinę marketingową stojącą za Nickiem.
          Składa się ona z wielu ludzi i działa oczywiście w celu generowania zysku. Porównaj jednak jej rozmiar z np tym mechanizmem jaki towarzyszy Robbinsowi. Jest miesiąc wcześniej, też w Poznaniu, a bilety są 11 razy droższe… Wiem, że Robbins ma nieco inną publiczność, ale generalnie robią to samo: pokazują jak można dokonywać w życiu zmian.
          Z drugiej strony, gdyby nie było szumu medialnego, to powiedz mi, ile osób wiedziałoby coś o Nicku Vuicic’u ?
          Pewnie niewiele…
          Jeśli wymyślisz najlepszą pułapkę na myszy, to dopóki świat nie pozna jej zalet (marketing), nikt jej od Ciebie nie kupi…
          Działasz na Allegro (pewnie nie tylko) i masz zapewne tego świadomość…
          A, że mechanizmy marketingowe składają się z ludzi, to trudno oczekiwać, żeby wszystkimi kierowały takie same pobudki…
          Kluczem jest zastanowić się jakie pobudki kierują samym Nickiem, a moim zdaniem nie są one materialistyczne. Ten człowiek ma misję, może dlatego, że jak sam mówi, czekał tyle lat na cud w swoim życiu i ten cud się nie pojawił… Wtedy zdał sobie sprawę, że być może jego misją jest sprawianie cudów (możesz użyć słowa „zmian” zamiast cudów, bo cuda są z definicji czymś wyjątkowym i często spektakularnym, a w naszym życiu raczej występują „zmiany”, które same w sobie mogą się w nasze prywatne cuda przekształcić).
          To takie moje subiektywne odczucia… oczywiście 🙂

          • Krzysztof Macul

            Oczywiście że marketing ma ogromną wagę i bez tego to nikt nie pojedzie.
            O Nicku wielu pewnie słyszało nim rozpoczął się cały medialny szum w Polsce.
            Mi w ubiegłym roku dał ostrego kopa do działania i dzięki temu spokojnie działam sobie na allegro.
            Jest sensownym mówcą który wyciśnie z każdego to co jest wartościowe.
            Mimo że nie wybieram się do Poznania Nicka zapewne raz w ciężkich chwilach posłucham.
            Tylko po to by ruszyć dalej.